W szkole zachodzi ostatnio wiele zmian. Dzieje się dużo, jak zwykle.
Zacznijmy od tego, że w ubiegłym tygodniu pojechaliśmy z dziećmi na przedstawienie Robin Hooda po angielsku. Przygotowania do tego dnia rozpoczęły się już tydzień wcześniej. Przygotowałam o tym lekcję, by wyjaśnić dzieciom kto to był Robin Hood, co robił, kiedy i gdzie żył. Na pytanie czy mieszkał w Hiszpanii, padła odpowiedź, że nie. Kiedy zapytałam czy w Polsce, powiedzieli że też nie. Najpierw uznali, że był na pewno ze Szwecji, bo mieszkał w lesie, a tam mają dużo lasów i drewna.. Byli zdziwieni kiedy okazało się, że to nieprawda!

Przedstawienie było finansowane przez jeden z banków, który przygotował się do przedstawienia naprawdę wzorowo. Tydzień przed terminem szkoła dostała ćwiczenia i płytę CD z listeningiem, by przygotować dzieci do przedstawienia. Wystarczyło jedynie przygotować ogólny zarys historii, przedstawić dzieciom podstawowe fakty na temat tej historii i zrobić z nimi starannie przygotowane zadania. Dołączam tu także zadanie, które znalazłam w Internecie. To dobry element, który można z dziećmi przerobić zaraz po przedstawieniu ogólnego zarysu historii, by pobudzić ich wyobraźnię przed usłyszeniem całej historii o Robin Hoodzie.
Samo przedstawienie okazało się też bardzo ciekawie zorganizowane. Jeszcze nigdy nie słyszałam tak dobrego akcentu w hiszpańskim wykonaniu. Aktorzy mówili naprawdę pięknie. Uszy rozpływały się same! Do tego forma, jaką wybrali do prezentacji historii była naprawdę godna podziwu. Zaangażowali oni w przedstawienie uczniów, których przebierali, dawali im rekwizyty, zadawali im proste pytania podczas przedstawienia, a dzieci odpowiadały.
Oprócz tego mówili im także co mają obić w danym momencie i na dany sygnał któregoś z aktorów, których było aż… dwóch! Porażająca liczba, prawda? Niczego jednak nie brakowało. Było to naprawdę bardzo dobrze zorganizowane wydarzenie, co widać na załączonych przeze mnie zdjęciach.
Chciałam wszystkim wreszcie przedstawić wyjątkową grupę uczniów, z którą tu pracuję dwa dni w tygodniu – Sala del Sol, czyli uczniów Klasy Słonecznej:
(od lewej) Jonatan, Jose Maria, Alfonso, Joan i Carmen wraz z nauczycielkami. To im pokazuję zdjęcia Polski, uczę podstawowych słów po angielsku. Ostatnio przyniosłam im zdjęcia ze świąt, by nauczyć ich słownictwa związanego z rodziną. Zauważyłam że dzieci te najszybciej się uczą, kiedy wykorzystuje się bardzo dużo materiałów wizualnych. Zdjęcia wywołują w nich niesamowitą radość!
Co do małych zmian związanych z językiem polskim, pomyślałam, żeby zrobić w szkole tabliczki z polskimi słowami. Chciałam żeby były to chociaż nazwy poszczególnych pomieszczeń w szkole. Uczniowie jak i nauczyciele podjęli się próby przeczytania niektórych z nich, co było dla nich naprawdę trudne, ale się starali. Uświadomiłam sobie też dzięki temu, że w języku polskim brakuje niektórych słów, które nazywają pewne pomieszczenia. Jak na przykład nazwać pokój o nazwie „Audicion y lenguaje”? Nie jest to pokój logopedy. Jest to osoba która pracuje z dziećmi o specjalnych potrzebach nad rozwojem ich umiejętności słuchania i mówienia. Nie skupia się więc tylko na mowie, tak jak logopeda. To samo dotyczy pomieszczenia o nazwie „Almacen limpieza”. Ten pokój nazwałam „Magazynem do przechowywania artykułów czyszczących” – nazwa przeraźliwie długa i wręcz niemożliwa do wymówienia przez Hiszpanów!
Kolejnym ważnym dla mnie wydarzeniem ostatnich dni są lekcje sztuki po angielsku, jakie zaczęłam prowadzić. Szkoła zaproponowała mi prowadzenie takich zajęć. To dopiero początek i przez kilka dni niewiele uczniów zapisało się na te zajęcia, ale powiedziano mi że z czasem dzieci na pewno się zapiszą. Póki co mam sześcioro dzieci i przeprowadziłam zajęcia zaledwie dwa razy. Na pierwszej lekcji zapytałam dzieci czym jest sztuka, poprosiłam je o podanie przykładów sztuki oraz miejsc gdzie mamy z nią styczność. Najtrudniejszym pytaniem było: „Kto to jest artysta?”. Aaaj.. tu zapadła grobowa cisza i należało dzieciom bardzo pomóc. Później zaplanowałam zadanie, które mi w dzieciństwie sprawiało dużo radości. Przywiozłam ze sobą z Polski przykłady takich prac. Mają one z 10lat albo i więcej i zrobiłam je sama. Zadanie polega na tym, by rozlać na folii farbę i wodę i przeciągnąć po niej szerokie, podłużne pasy papieru. W efekcie otrzymuje się dziwne plamy, które widać na zdjęciach. Po wyschnięciu szuka się w plamach różnych kształtów. Trzeba tu bardzo pobudzić wyobraźnię, bo czasami nie jest to łatwe.
Na zajęciach drugich zajęłyśmy się z dziewczynkami poszukiwaniem tych kształtów. Lekcję nazwałam: „Looking for the hidden shapes!”. Dziewczynki przez określony okres czasu miały wyszukać w swoich pracach postaci, przedmiotów czy też innych rzeczy i zakreślić je mazakami. Później przeszłyśmy do prezentacji naszych prac i podpisałyśmy elementy znalezione w plamach powstałych na papierze. Zadanie okazało się być dla nich zabawne.
Mi najbardziej podobało się to, ceprzy okazji zabawy dzieci nauczyły się nowego i przypomniały sobie stare słownictwo. Ktoś znalazł ważkę, kto inny mężczyznę w kapeluszu, psa, kota, kokardę, jaszczurkę, węża i wiele, wiele innych… Mam nadzieję, że zajęcia im się podobały i z chęcią przyjdą na kolejne.
Pozdrawiam serdecznie!


Ostatnie odpowiedzi
2 tygodnie 6 godzin temu
2 tygodnie 2 dni temu
2 tygodnie 2 dni temu
2 tygodnie 5 dni temu
2 tygodnie 5 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 3 dni temu