W Hiszpanii wszystko wydaje mi się ostatnio odbywać na opak. Jest tu obchodzony tylko 24. grudnia i to tylko od ostatnich kilku lat, gdyż Hiszpanie uznali, że skoro już tak liczna grupa ludzi obchodzi ten dzień, jest to na pewno dobra okazja i dla nich by świętować. Każdy powód jest przecież dobry!
Przed wyjazdem na święta do Polski postanowiłam przygotować coś polskiego. Miałam zamiar zrobić pierogi z kapustą i grzybami, ale przecież.. skąd tu wziąć kapustę kiszoną! Zrobiłam zatem pierogi ruskie, bo składniki można znaleźć wszędzie, choć i zamiast naszego typowego twarogu musiałam użyć pewnego zbliżonego substytutu :) Tak czy inaczej, wszyscy byli zachwyceni naszymi pierogami w pokoju nauczycielskim. Pytano mnie czy naprawdę zrobiłam je sama.. "Ciasto też sama zrobiłaś?!" :) Okazuje się, że większość ludzi woli tu kupować gotowe dania bądź też po prostu wstąpić na słynne już tapas, co bardzo, ale to bardzo przypadło i mi do gustu.
Miałam pomysł, by robić pierogi z dziećmi, pokazać im jak to się robi w Polsce, bo sama pamiętam że zawsze robiłam pierogi z moją babcią. Niestety kuchnia nie dysponuje garnkami ani nawet zwykłą kuchenką gazową... Ku mojemu zaskoczeniu kuchnia tak naprawdę nawet.. nie gotuje :) Dowożeniem obiadów zajmuje się firma catering'owa, a w kuchni znajduje się jedynie specjalny stół który podtrzymuje temperaturę gorących platos. Bardzo żałuję, że pomysł ten nie wypalił, bo moja opiekunka była bardzo zainteresowana tym pomysłem, kiedy przyniosłam jej listę ze składnikami wraz z przepisem. Cóż.. zobaczymy. Może jeszcze wrócimy do tego tematu :)
Tydzień przed świętami był w szkole bardzo nerwowy. Wszyscy byli zajęci dekoracjami świątecznymi, przygotowywaniem występów. Niektóre z nich udało mi się uwiecznić na kilku fotografiach. Przygotowałam też z dziećmi polskie ozdoby choinkowe, które włączyłam w gazetkę o polskich świętach. Furorę zrobił nasz grzybek wieszany kiedyś na świątecznych drzewkach. Polski wciąż ma opinię języka brzmiącego jak chiński :) "Wesołych Świąt" było wyrażeniem prawie że niemożliwym do wymówienia przez większość Hiszpanów, którzy podjęli się tego niezwykle trudnego wyzwania.
Tym sposobem przyszedł czas na sylwestra w Hiszpanii.. Spędziłam go wraz z grupą przyjaciół z Polski. Na pewno nigdy go nie zapomnimy, bo... prawie nikogo nie było tutaj na ulicach :) "Wszędzie byliśmy pierwsi" - jak to stwierdził jeden z kolegów! :) W Almerii, 200 tysięcznym mieście, ludzie nie wyszli świętować na ulicy. Byliśmy wielce zaskoczeni że tak to wygląda! Wszyscy spędzali ten czas w domach, w gronie przyjaciół i rodziny.. Nie stanowiło to dla nas tym samym żadnego problemu :) Przygotowałam małą niespodziankę moim znajomym i nabyłam 'doce uvas', czyli dwanaście winogron, które hiszpanie zjadają wraz z każdą sekundą wraz z którą zbliża się nowy rok :) To miła tradycja.
Hiszpanie hucznie obchodzą przyjście Trzech Króli. To na nich czekają 6. grudnia. Dzień wcześniej odbywają się w miastach parady, ulicami jeżdżą królowie i obdarowują ludzi cukierkami. Taką paradę miałam okazję zobaczyć w Granadzie, gdzie na ulicach znalazło się pewnie całe miasto, tj. 300 000 osób! Ciężko było się przeciskać poprzez takich tłum ludzi. Wszyscy, duzi i mali czekali na cukierki, każdy chciał znaleźć kolejnego w krzaczkach, kwiatach, na ulicach.. Dowiedziałam się też, że po paradzie wszyscy udają się do domów na kolację. Dzieci kładące się tego dnia spać zostawiają przy łóżku talerzyk z cukrem dla wielbłądów. Rano cukru brak, a wokół nich leżą prezenty pozostawione przez Trzech Króli. Uważam, że to piękna tradycja :)


Ostatnie odpowiedzi
2 tygodnie 6 godzin temu
2 tygodnie 2 dni temu
2 tygodnie 2 dni temu
2 tygodnie 5 dni temu
2 tygodnie 5 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 3 dni temu