Nie o ciastkach będzie mowa…
14 marca został okrzyknięty kolejnym ważnym dniem, szczególnie bliskim sercu wszystkim matematykom i lubującym się w tym przedmiocie. Datę można zapisać jako 3.14, co ‘łudząco przypomina’ najpraktyczniejszą liczbę na ziemi: liczbę π . Piszę z cudzysłowem aby zwrócić uwagę wszystkich Czytelników na to, że jest liczbą niewymierną, co oznacza między innymi to, że jej rozwinięcie dziesiętne jest nieskończone…
Dla zobrazowania ‘wielkości’ i potęgi rozwinięcia dziesiętnego π przyjrzyjcie się dotychczasowo znalezionym cyfrom. Jak się łatwo domyśleć, nie od zawsze π była tak dojrzałą i rozwiniętą liczbą. Aby uczcić Pi Day w sposób godny, jak na nauczycielkę matematyki, zaproponowałam uczniom mojego college’u wspólne przyjrzenie się historii liczby , jej rozwoju i przyjaciół.
Spotkanie The History of Pi miało miejsce we wtorek, 15 marca (co było naturalnym przedłużeniem powszechnej wartości pi 3.1415…), podczas przerwy na lunch. Ponieważ nie było ogłoszone jako wykład prowadzony przez Famous Polish Mathematician, frekwencja nie była tak znakomita jak podczas wykładu mego przyjaciela, Marcina: "Recursion in games and nature". W gronie prawdziwych entuzjastów matematyki (albo i samej liczby π) spojrzeliśmy na najstarsze dokumenty zawierające zadania geometryczne, dające dość dobre- jak na owe czasy- przybliżenia liczby π, poznaliśmy wiele znanych osobistości, którym liczba π spędzała sen z powiek, odtworzyliśmy niesamowicie błyskotliwe i eleganckie konstrukcje rektyfikacji okręgu czy kwadratury koła i zadumaliśmy się nad wierszem polskiej noblistki…
Jeśli jesteście na tyle odważni, by stawić czoła skróconej historii liczby pi, zapraszam do lektury. Wszelkie uwagi i komentarze mile widziane (szczególnie wszelako rozumiane korekty… :) Enjoy!


Z tego, co wyczytałam w tych
Z tego, co wyczytałam w tych komentarzach, Comenius nie zawsze jest przyjemnym asystentom programem. Jednak myślę, że nie zależy to od kraju, lecz od konkretnej szkoły, do której się udajemy. Taka ruletka trochę. Mimo wszystko nie zniechęciłam się do ewentualnego wyjazdu do Anglii i to właśnie tam chciałabym zdobyć doświadczenie i czegoś się nauczyć. W sumie jest to zrozumiałe, że szkoły szukają darmowych rąk do pracy,powinny jednak te ręce szanować i stosować się do programu. Ktoś napisał tu o swoich złych doświadczeniach w Anglii czy w Niemczech. Jednakże Kasia, która prowadziła tego bloga nie wydawała się niezadowolona. A sądząc po reakcji Pana Wodzisławskiego opisane przez was sytuacje nie należą do normalnych. Kasiu, w dalszym ciągu proszę o kontakt, jak już wspominałam, chciałabym zasięgnąć informacji bezpośrednio od asystenta. Jeżeli ktokolwiek inny mógłby mi tych informacji udzielić, podaję mojego maila: martushka5@gazeta.pl
Prośba o informacje
Witaj,
nazywam się Ola i właśnie dziś się dowiedziałam, że znaleziono dla mnie szkołę i w październiku jadę również do Wielkiej Brytanii. Proszę odpowiedz mi na kilka pytań:
1. jak wygląda Twój normalny dzień w szkole?
2. Czy miałeś możliwość wrócić na chwilę do Polski na święta?
3. Jakie rady dałabyś mi przed wyjazdem?
4. Co powinnam zabrać szczególnego z Polski?
5. Miejsce noclegowe załatwiłaś sobie zanim wyjechałaś do Anglii, czy szkoła Ci je zaproponowała?
dzięki serdecznie za pomoc!
Pozdrawiam,
Ola
Z uwagą czytam Twoje posty i
Z uwagą czytam Twoje posty i muszę powiedzieć, że bardzo ciekawi mnie Asystentura w Anglii. Postanowiłam spróbować w przyszły roku. Czy mogłabym prosić o jakiś namiar i jako żółtodziób zasięgnąć u Ciebie informacji o asystenturze? Ze strony internetowej mobilności tak naprawdę niewiele można się dowiedzieć.
Nie polecam Ci asystentury w
Nie polecam Ci asystentury w Anglii. Jeżeli naprawdę chcesz się czegoś nauczyć, zdobyć doświadczenie, wybierz inny kraj lub inny program. Ja też jestem na Comeniusie w Anglii i muszę przyznać, że w mojej szkole potrzebowali po prostu darmowych rąk do pracy. Ostatnio powiedziano mi nawet, że są zbyt zajęci, aby ze mną porozmawiać. A uwierz mi, nie zajmuję nauczycielom prawie wcale czasu!
Comenius w Anglii to jeden wielki fart, trafi, albo nie trafi się. Masz rację, że ze strony oficjalnej niewiele można się dowiedzieć. Na moje zapytania skierowane do brytyjskiej agencji, dlaczego obiecywane było jedno, a mam drugie, dostałam odpowiedź, że program się napisany ogólnie - te informacje na stronach, w kontraktach - tak, aby szkoła mogła dopasować chęci asystenta do swoich potrzeb i odwrotnie. Znaczy to jednak tyle, ze nic nie jest Ci zapewnione, nawet pomoc przy znalezieniu zakwaterowania (zdarzyło mi się spać u w ogóle obcych ludzi, bo nie miałam gdzie). Czyli jak widzisz, jedny wielki "chybił trafił".
W mojej szkole w Niemczech
W mojej szkole w Niemczech też myślę, że jednym z powodów, dla których starali się o asystenta był fakt, że chcieli mieć darmowego pracownika (tym bardziej że samodzielnie prowadzę lekcje, nikt mnie nigdy nie obserwuje). Wcześniej mieli już asystentów językowych (to nie to samo co Comenius) z Francji i Wlk. Brytanii, więc też im nie płacili. Jednak poza tym muszę przyznać, że o wszystko bardzo dobrze zadbali. Pomogli mi znaleźć mieszkanie, wszyscy są dla mnie mili i prawie zawsze mój opiekun ma dla mnie czas (są oczywiście dni, kiedy jest prawdziwy kocioł i nikt na nic nie ma czasu). Niemiecka agencja też jest bardzo pomocna i są w niej mili pracownicy. Jeśli na coś mogę narzekać, to na niesfornych uczniów, ale pewnie prawie w każdym kraju uczniowie tacy są.
To gratuluję, bo ja, kiedy
To gratuluję, bo ja, kiedy poprosiłam tylko o wskazówki, gdzie szukać mieszkania (wiedziałam z maili, że na pomoc w znalezieniu nie ma co liczyć), otrzymałam odpowiedź: Wszystkie dzielnice są tak samo bezpieczne jak niebezpieczne, trzeba być rozważnym. Teraz już wiem, gdzie szukać, ale nie ukrywam, że Comenius nauczył mnie odwagi i kreatywności. Zdarzało mi się spędzać noc u zupełnie nieznanych osób. Nic mi się nie stało, ale kiedy teraz o tym myślę, trochę mi przykro, że TO znaczy program, na który tak bardzo chciałam pojechać. Mi powiedziano również, że w szkole nie będę uczyć, bo nie mają tego w kontrakcie.
Kiedy pokazałam poradnik dobrych praktyk, powiedziano, że nie są w stanie tego zrobić. Nawet kiedy opiekun odwołuje spotkanie, nie ma czasu mnie o tym powiadomić. Przychodzę do szkoły i się o tym dowiaduję. Po prostu jestem darmowymi rękami do pracy, których nawet się nie szanuje.
Dużo by opowiadać, jest mi strasznie smutno, że dałam się wykorzystać.
Proszę o kontakt
W razie tak poważnych problemów ze szkołą goszczącą proszę o pilny kontakt pod adresem mwodzislawski@frse.org.pl