Nauczycielka fizyki i chemii po powrocie z kursu metodycznego pochwaliła się plakatem, który dostała jako uczestniczka szkolenia. Plakat przedstawia sprzęt laboratorium chemicznego –ładne, kolorowe rysunki i opisy poniżej. Niby nic nadzwyczajnego, tyle tylko, że plakat jest po angielsku. „Kurcze, fajnie by to było jakoś wykorzystać” – przemknęło mi przez myśl. I stąd pomysł na CLIL (od Content and Language Integrated Learning, koncept z którym po raz pierwszy zetknęłam się przygotowując aplikację na Asystenturę Comeniusa, potem natomiast na szkoleniu dla nauczycieli angielskiego, w którym udało mi się uczestniczyć już w trakcie trwania asystentury).
Poszłyśmy z pomysłem do dyrekcji, a potem na zebranie zespołu językowego, bo początkowy pomysł zakładał wprowadzenie słownictwa związanego z laboratorium chemicznym w czasie zajęć z języka angielskiego. Okazało się jednak, że jestem jedyną nauczycielką angielskiego, która chce się tego podjąć. „Słuchaj, to może zrobimy to w ramach lekcji chemii?” – Zasugerowałam. – „Z resztą ja przygotuję wszystko, powiedz mi tylko dokładnie jaki materiał chcesz wprowadzić, co jest dla ciebie najważniejsze w tej lekcji, jakie są jej cele, a ja to opracuję, pokażę ci i porozmawiamy. Aha, tylko pożycz mi podręcznik. I na pewno będę miała pytania i prośbę o wyjaśnienia, bo radzić to sobie radziłam, ale orłem z chemii nigdy nie byłam.”
Trochę było obaw. Że dyrektor się nie zgodzi. Zgodził się bez problemu. Że jej poziom znajomości języka angielskiego jest niewystarczający do prowadzenia zajęć. Zapewniłam, że ponieważ będziemy prowadzić lekcję we dwie, a wcześniej usiądziemy razem i wszystko omówimy, na pewno będzie dobrze. Zresztą okazało się potem, że obawy o niewystarczającą znajomość angielskiego były zupełnie niepotrzebne. Może trudno w to uwierzyć, ale jestem przekonana, że aby nauczać po angielsku, nie jest niezbędny poziom C2 czy nawet C1. Najważniejsze przecież w edukacji jest motywowanie innych do uczenia się i prowadzenia uczniów w taki sposób, żeby jak najwięcej z edukacji wynieśli.
Lekcja, którą zaplanowałam, z założenia angażowała również ruchowo. Nie chciałam typowego systemu podająco-odtwarzającego. Po godzinach selekcji informacji w kafejce internetowej (jak to cudowanie, że można znaleźć tyle informacji w języku angielskim na praktycznie każdy temat! Inna sprawa, że fakt dostatku informacji bywa bardzo czasochłonny.) Przygotowałam coś, co miało być produktem końcowym stworzonym przez uczniów: handout przedstawiający w tabelce rysunki poszczególnych sprzętów, ich nazwę po hiszpańsku, po angielsku oraz funkcję, jaką pełnią wytłumaczoną po angielsku. Następnie usunęłam część tych informacji, tak, aby powstało dla nich dwustronicowe zadanie. Kolejną rzeczą były karteczki na ścianie. Na każdej karteczce umieszczone były dwie informacje o jednej rzeczy, a więc nigdy w jednym miejscu nie było pełnej informacji. (tylko rysunek i nazwa hiszpańska, albo tylko funkcja i nazwa angielska, albo tylko rysunek i funkcja itp.) Podział na grupy również zawierał część informacji: uczniowie mieli losować kartoniki z nazwą przedmiotu i opisem po angielsku, do czego służy. Sama nazwa była albo po angielsku, albo po hiszpańsku, natomiast niezależnie od tego jedną grupę razem pracujących uczniów tworzyła jedna grupa sprzętów. A więc czy uczeń wylosował :”You are a frasco lavador (Spanish)” czy „You are a wash bottle”, był w tej samej grupie.
Na lekcję przyszłyśmy z pudłem sprzętów przyniesionych z laboratorium. Najpierw prezentacja wszystkiego i wytłumaczenie, do czego służy poszczególne narzędzie. Najpierw po hiszpańsku, potem po angielsku. Następnie po angielsku wytłumaczyłam zadanie, jakie uczniowie będą mieli do wykonania, powiedziałam na czym polega podział na grupy i skąd należy czerpać informacje (kartki na ścianie porozwieszane w całej klasie, karteczki przydzielające do grup – a więc również wymiana informacji z kolegami i koleżankami z klasy oraz plakat po angielsku który powiesiłyśmy na tablicy korkowej. Uczniowie wzięli się do pracy, chodzili po klasie, dopytywali, zastanawiali się. Umówiłyśmy się, że odpowiadając na wszelkie pytania nigdy nie tłumaczymy bezpośrednio z jednego języka na drugi. Jeśli uczeń pytał co to jest spatula, tłumaczyłam do czego służy albo mu ją pokazywałam, nie dawałam natomiast hiszpańskiego odpowiednika, żeby uczniowie sami na to wpadli.
Ogromna była moja satysfakcja, gdy widziałam zaangażowanie, z jakim wypełniane były handouty i z jaką koncentracją uczniowie błąkali się po klasie w poszukiwaniu brakujących informacji. Powtórzyłyśmy tę samą lekcję we wszystkich klasach trzecich, i wypadło fantastycznie.


Ostatnie odpowiedzi
1 dzień 18 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
5 dni 18 godzin temu
5 dni 18 godzin temu
5 dni 18 godzin temu
5 dni 18 godzin temu
6 dni 20 godzin temu
1 tydzień 1 godzina temu
1 tydzień 6 dni temu
3 tygodnie 1 dzień temu