„Siema!” – hiszpańsko - polska wymiana młodzieży

Szalony czas. Gościmy u siebie uczniów z Oleśnicy, na przyjazd których tak długo i pracowicie się przygotowaliśmy. Pisząc o przygotowaniach nie mam na myśli tylko nauki polskiego, którą zainicjowałam ponad cztery miesiące wcześniej niż było to planowane, ale przede wszystkim projekty wycieczek, zajęcia szkolne i pozaszkolne, działania edukacyjne i imprezy mniej formalne, czyli wszystko to, co robimy teraz, żeby uatrakcyjnić program wymiany. Sprawdza się fenomenalnie.

Skąd to wiem? Bo widzę dzieciaki, które pomimo bariery językowej, którą widać na każdym kroku – uczniowie przybiegają do mnie pytając o poszczególne słówka albo całe sformułowania z taką ciekawością i potrzebą wiedzy wymalowaną na twarzy, jakiej nie widziałam nigdy wcześniej – już po dwóch dniach znajomości sprawiały wrażenie, jakby razem dorastały. Są nierozłączne.

I love Poland_0.JPG

Każdy uczeń polski mieszka u ucznia kanaryjskiego, a więc, jak mówimy, ma swojego hosta. Dzięki temu możliwa jest głębsza immersja – młodzież spędza bardzo dużo czasu wspólnie i w sytuacji, która wymaga aktywnego użycia języka. Jest i polski, i hiszpański, i angielski. Ciekawe, że angielski, który jest podstawowym językiem komunikacji, wymieniłam jako ostatni. Prawdą jest to, że miejscowi uczniowie posługują się nim o wiele gorzej niż goście. Starają się jednak ze wszystkich sił. Bardzo szybko też dzieciaki zaczęły uczyć się nawzajem wyrażeń w języku ojczystym, przede wszystkich wyrażeń młodzieżowych i kolokwialnych. Jest to dla mnie przeurocze, kiedy słyszę młodych Kanaryjczyków, którzy na powitanie wołają „Siema!” i przybijają piątki swoim kolegom i koleżankom z Dolnego Śląska. Ci z kolei wzdychają „Chacho, que calufa!”, czyli bardzo kolokwialnie i bardzo wyspiarsko „Człowieku, ale piekarnik!”. Jest entuzjazm, jest dużo śmiechu, jest chęć porozumienia.

Są też tematy ważne, bo wymiana przebiega pod tytułem: „Zmiany ekonomiczne, zmiany klimatu i migracje.” Byliśmy i w ratuszu, gdzie oficjalnie powitał nas burmistrz (a ja, jeszcze parę miesięcy temu określająca swój poziom znajomości języka hiszpańskiego jako B1, siedziałam tuż przy burmistrzu i tłumaczyłam konsekutywnie, z hiszpańskiego na polski i z polskiego na hiszpański. I jego, i wiele innych osób podczas wymiany, od Carlosa, dyrektora szkoły, który przez to, że pochodzi z La Palmy mówi bardzo specyficznie, poprzez nauczycielkę biologii opowiadającą nam o geologii wyspy, przewodniczkę muzeum zaznajamiającą nas z pojęciem rezerwatu biosfery, pracowników Czerwonego Krzyża opowiadających o pomocy humanitarnej, którą niosą imigrantom z Afryki, przewodniczącą związku zawodowego wyjaśniającą, na czym polega jej praca, dziennikarzy, którzy przyszli zrobić reportaż z wymiany –tak, tak, znowu TV Canarias – oraz polskiej wicedyrektorki, z którą był przed kamerą ten wywiad robiony, aż po inspektora edukacyjnego i władze miasta).

Famous People_0.JPG

Zanim zdążyłam to zaproponować, jeden z uczniów sam wyszedł z inicjatywą zrobienia zrobienia filmu ze zdjęć, który możemy pokazać ostatniego wieczora. Dziewczynki z Polski pokazały integracyjny taniec belgijski, w który będziemy chcieli włączyć wszystkich uczestników programu. Ja natomiast zorganizowałam zajęcia, podczas których przygotowaliśmy wystawę o Polsce. Dzięki temu mamy w szkole: „Tydzień Polski” – przed budynkiem wisi biało-czerwona flaga, a na tablicach informacje o znanych Polakach i krajobrazy, a w gablocie wszystko, co miałam związanego z Polską – czapka, laleczki w strojach łowickich, zdjęcia i pocztówki. Dziś wykorzystaliśmy też niespodziewane okienko na przygotowanie poczęstunku dla całej szkoły. Nauczycielki i dzieci były na tyle kochane, że przywiozły ze sobą na wyspy ogórki kiszone, ptasie mleczko, pierniczki, czekoladki, kabanosy, oscypki i kiełbasę krakowską. Nawet uczniowie kursu zawodowego gotowania podziwiały, jak ładnie dziewczynki „dekorują”, czyli w jaki sposób układają jedzenie na półmiskach. Na przerwie poprosiłam o stoły na patio i pobiegłam do stołówki po obrusy. A wszystko, co nie zniknęło w trakcie półgodziny, zniknęło później w trakcie dnia.

Gablota_0.JPG

Degustacion de productos polacos_0.JPG

Już tesknie za chwilami

Już tesknie za chwilami spedzonymi na Fuerteventura, a przede wszystkim za serdecznymi hiszpanami, którzy ugościli nas, a potem zegnali jak czlonkow swoich wlasnych rodzin. Nie zapomne tego wyjazdu do konca zycia...
Pozdrawiam :)

Super pomysł z tą wystawą! :)

Do nas też za dokładnie tydzień przyjeżdżają uczniowie z Polski, Niemiec i Turcji :) Też nie mogę się doczekać... przesyłam buziaki z Włoch :* :* :*