Postity na czołach

Ostatni film Tarantino przypomniał mi o ciekawym ćwiczeniu utrwalającym tworzenie pytań osobistych, czyli też związanym z użyciem czasowników to be, to have oraz dosyć szerokiego zakresu słownictwa dot. wyglądu fizycznego i cech charakteru. Otóż w „bastardos malitos” (jakie to ciekawe że, przez hiszpański dubbing i tłumaczenia absolutne tytuły amerykańskich nawet filmów zapamiętuję tylko po hiszpańsku!) jest scena, w której przy stole w knajpie między żołnierzami obywa się gra na zasadzie „kim jestem?”.

Każdy ma na czole przyklejoną karteczkę z imieniem i nazwiskiem znanej osoby, prawdziwej lub stworzonej (bohaterowie filmów, kreskówek, powieści itp.) i ponieważ tego nie widzi, nie wie, kim jest. (karteczkę przykleiła mu inna osoba). Gra polega na tym, żeby poprzez zadawanie pytań (Czy żyję czy jestem martwy? Czy jestem aktorem? Z jakiego kraju pochodzę?) odgadnąć, jaką postacią się jest (czyli co ma się przyklejone na czole.)

W klasie zasady gry tłumaczyłam na bieżąco, etapami, pomagając sobie mimiką i gestykulacją, dzięki czemu uczniowie byli w stanie zrozumieć mnie chociaż nie użyłam ani jednego słowa po hiszpańsku i nie pogubili się.
Zaczęłam od powtórzenia sposobów, w jakie tworzy się pytania.
Uczniowie zagadnięci: „o co można spytać nowo poznaną osobę?” wygenerowali, z drobną pomocą, całkiem sporą liczbę możliwych pytań, które zapisałam na tablicy. Następnie rozdałam postity – małe kolorowe karteczki samoprzylepne – każdy dostał jedną (reakcja: poruszenie i ciekawość: „o co chodzi?”) oraz polecenie, by nie pokazywać nikomu tego, co za chwilę napiszę (jeszcze większe zainteresowanie – sekret i konspiracja, hurra!).
Potem nakazałam, w ścisłej tajemnicy, napisać imię i nazwisko jednej osoby, lub tylko imię, w każdym razie tak, by był to ktoś znany wszystkim. Następnie zebrałam karteczki, układając je w ręku tak, żeby pamiętać mniej więcej, kto dał mi którą.

Potem – pamiętając o tym, że pracuję z nastolatkami, które często boją się ośmieszenia, są bardzo wstydliwe i totalnie podatne na reakcję otoczenia i wpływ rówieśników, sama nakleiłam sobie postita na czole i całą pozostałą część lekcji przeprowadziłam z różową karteczką między brwiami. W przeciwnym razie pierwsi uczniowie, którym umieściłam postity mogliby czuć się dość niezręcznie. A w ten sposób było dużo śmiechu i wyluzowanie.
Podeszłam do każdego ucznia naklejając postita (w odwrotnej kolejności niż zbierałam, żeby nikt nie dostał swojego) i prosząc, by w żadnym wypadku nie podglądali co mają na nim napisane, a jakby zaczął się odklejać, żeby przycisnęli. Potem trzy minuty na to, żeby przejść się po klasie i obejrzeć, kim są inne osoby. A mieliśmy w klasie i Spidermana, i Arnolda Schwarzeneggera, Willa Smitha, Obamę, Shakirę, Pelego i całą gamę hiszpańskich aktorów i piosenkarzy. Sporo zamieszania, śmiechu, komentarzy. Kiedy udało się nakłonić uczniów do powrotu na swoje miejsca, jedna osoba wychodziła przed klasę i zadawała pytania. Uczniowie odpowiadali entuzjastycznie, często przekomarzając się, co jest właściwą odpowiedzią (dylematy typu kto w biznesie rozrywkowym jest czyją żoną i jakiego koloru ma obecnie włosy.)
Zaangażowanie w grę totalne! Plus dobre humory pod koniec zajęć i utrwalonych kilka struktur.

Jak ja oglądałam tą scenę to

Jak ja oglądałam tą scenę to również od razu pomyślałam o wykonaniu takiego świczenia:) Kiedyś nawet widziałam to w praktyce, tlko że karteczki były przypięte szpilkami do pleców, uczniowie chodzili po klasie i pytali swoich kolegów kim są. A nazwy na karteczkach były przeróżne, od nauczycieli w szkole, po modelki i sportowców, strzasznie się wszyscy dobrze przy tym bawili:)

Malditos Bastardos, nena,

Malditos Bastardos, nena, MalDitos :) Serdecznie pozdrawiam i zazdroszcze 23 stopni! Na polnocy Hiszpanii w tej chwili okolo 7.